Tony gnojówki spływają do morza z polskich, białoruskich i rosyjskich gospodarstw – twierdzą autorzy dokumentu wyemitowanego przez szwedzką telewizję publiczną.

Wymarłe dno, kwitnące sinice, pustoszejące wybrzeże – tak, zdaniem szwedzkich dziennikarzy,  wygląda obecnie morze Bałtyckie, a winę za taki stan rzeczy ponoszą między innymi polscy rolnicy, którzy dopuszczają się zaniedbań powodujących ekologiczną degradację Bałtyku.

Nie tylko fabryki
Dokument “Nasze zaświnione morze”, w którym ukazany był problem, wyemitowała szwedzka telewizja publiczna. Ulrika Bjoerksten, współautorka reportażu zwróciła uwagę, że większość ludzi upatruje przyczyn zanieczyszczenia morza w przemysłowych i komunalnych ściekach. To jednak niejedyne źródło.

„Uznaliśmy, że trzeba zwrócić uwagę na rolnictwo. To jest problem, który dużo trudniej zgłębić. Dlatego objechaliśmy kraje wokół Bałtyku” – mówi.

Podczas podróży dziennikarze odkryli, że do morza trafiają tony polskiego, rosyjskiego i białoruskiego obornika, co powoduje tworzenie się w nim niebezpiecznych sinic i glonów.

Szwecja ma dług
Drugi autor reportażu Folke Ryden podkreśla, że Polska jest obecnie w okresie przekształcania swojego rolnictwa. Dzieje się to bez względu na ekologię. Dziennikarz przypomina również, że przez lata także Szwecja nie była bez winy – „Mamy historyczny dług wobec morza. Nasze wybrzeże jest najdłuższe na Bałtyku i przez lata wpuszczaliśmy do wody wiele nieczystości. Dzisiaj w Szwecji istnieje świadomość ekologiczna, także wśród rolników. Daje to efekty, ale morze potrzebuje czasu, by ozdrowieć”

Autorzy reportażu wyrażają nadzieję, że reportaż będzie dzwonkiem alarmowym. W tej chwili zagrożony kompletną degradacją jest bowiem między innymi archipelag sztokholmski, gdzie tysiące Szwedów mają swoje letnie domki.


Na podstawie:
WWW.wirtualnysztokholm.pl

  • RSS
  • Facebook
  • PDF
  • email